[ 2019.07.07 ] Mazury AirShow przyciąga już 200 tysięcy widzów

Nasza impreza jest eksportowym wydarzeniem regionu i wizytówką Polski - mówi Stanisław Tołwiński, prezes Aeroklubu Krainy Jezior, pomysłodawca i organizator Mazury AirShow.

Kilka lat temu stwierdził pan, że nie ma drugiej takiej imprezy lotniczej w Polsce jak Mazury AirShow. Co aż tak bardzo ma ją wyróżniać?
Po pierwsze, jest to jedyna impreza odbywająca się nad jeziorem i na jeziorze. W Polsce jest to absolutny ewenement, w skali europejskiej też jest dużym wydarzeniem, bo owszem, są realizowane pokazy nad akwenami, ale bez lądowania na nich. W zeszłym roku gościliśmy aż 12 wodnosamolotów, w tym historyczną Catalinę, która wsławiła się rozpoznaniem japońskiej floty w czasie Bitwy o Midway.

Druga specyfika - impreza ma charakter non profit, jest niebiletowana. Ogląda się ją z brzegów jeziora Niegocin i z jachtów czy statków, słuchając komentarzy, w tym Tadeusza Sznuka, w AirShow Radio, które w tym czasie nadaje w promieniu około 20 km. Realizujemy też przekaz w telewizji internetowej, w zeszłym roku odnotowaliśmy wejścia z 52 państw na całym świecie.
Impreza ma ogromny potencjał promujący region Warmii i Mazur, jak też Polski, bo są to największe lotnicze cywilne pokazy w kraju odbywające się w sercu bardzo pięknej krainy, no i w środku sezonu turystycznego.

Jakie atrakcje przygotowujecie państwo w tym roku?
Będzie bardzo silna reprezentacja Sił Powietrznych. Po raz pierwszy zobaczymy śmigłowce Anakonda Lotnictwa Marynarki Wojennej, śmigłowce z Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, pojawi się największy wojskowy transportowy samolot Hercules, z 3 Skrzydła Lotnictwa Transportowego. Oczywiście z całej Europy przyleci sporo wodnosamolotów. Gwiazdą będzie akrobacyjny zespół z Litwy, który nazywamy president time ANBO a którego liderem jest dwukrotny premier i były prezydent tego kraju, Rolandas Paksas. Swego czasu wsławił się on lataniem pod mostami w Wilnie w odwróconej pozycji.

Tu chcę jednak podkreślić, że nie zależy nam na skomplikowanych akrobacjach. Dla mnie absolutnym priorytetem jest bezpieczeństwo uczestników i obserwatorów. Ma to być miłe, pozbawione zadęcia widowisko, któremu towarzyszy przyjazna, rodzinna atmosfera. Cały czas powtarzam odpowiedzialnym za bezpieczeństwo, że prokurator nie ma poczucia humoru.

Jak od zera tworzy się takie wydarzenie?
Jezus w Galilei zamienił wodę w wino. My też robimy podobnie, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze. Nikt nie uwierzyłby, za jakie niewielkie środki organizujemy imprezę, która jest moim autorskim pomysłem sprzed 21 lat. Wsparcie Urzędu Marszałkowskiego i władz Giżycka pokrywa 20 – 30 proc. kosztów. Resztę pokrywamy szukaniem partnerów, proponując im promocyjne czy barterowe oferty i tłumacząc, jaki potencjał ma ta znana w Europie impreza. Na koniec i tak dokładam z rodzinnych środków, co oczywiście mało podoba się żonie i córkom. Jednak uważam, że są gorsze nałogi.

Mam przy tym ogromne szczęście, że udało mi się pozyskać najlepszych, bardzo zaangażowanych specjalistów, ponad stu wolontariuszy, którzy nigdy nie wzięli za swoją pracę złotówki. Czasem jednak mawiam, że sam nie jestem bezinteresowny – moim zyskiem jest przyjemność z tworzenia Mazury AirShow, obserwowania, jak ta impreza się rozwija i służy regionowi. Jako jedyni zostaliśmy wyróżnieni przez Krajową Radę Lotnictwa i „Skrzydlatą Polskę” najwyższym prestiżowym wyróżnieniem „Błękitne Skrzydła”.

Jaki potencjał promocyjny niesie dla regionu impreza?
Mało kto wie, że w regionie jest kilkanaście miejsc do bezpiecznego lądowania niedużymi samolotami. Organizuję rajdy po lotniskach Warmii i Mazur aby pokazać, że można z przyjaciółmi przylecieć w konkretne miejsce, takie jak np. Babięta, gdzie po 10 minutach od opuszczenia lotniska schodzi się do Krutyni i wsiada w kajak. Tylko tę wiedzę trzeba propagować. Po wizycie studyjnej grupy dziennikarzy, w jednym z zagranicznych czasopism o nakładzie 800 tys. egzemplarzy, ukazał się, liczący siedem kolumn, tekst o naszym regionie.

Zresztą nie chodzi tylko o promocję, lecz też korzyści dla lokalnych społeczności. Pokazy dynamiczne nad jeziorem Niegocin ogląda około 200 tys. ludzi a lotnisko - na którym jest wystawa statyczna, są piloci, są loty widokowe, na którym odbywają się starty i lądowania - odwiedza, w zależności od pogody, 10 – 20 tys. osób. Wszyscy zostawiają w regionie pieniądze, ceny w hotelach w Giżycku są przez dwa dni droższe o 100 – 150 procent.

Mówi pan, że „można przylecieć z przyjaciółmi”, jednak kupno samolotu to słony wydatek.
Małe samoloty kupują nie tylko osoby prywatne i kluby, ale też korporacje, to są znakomici turyści i klienci, którzy mogą zostać ambasadorami Warmii i Mazur.

Oczekiwałby pan większego wsparcia finansowego ze strony instytucji państwowych?
Uwzględniając, że jest to eksportowe wydarzenie Warmii i Mazur, będące też wizytówką Polski, to pewnie tak, jednak zachętę do współpracy adresowałbym bardziej do firm ubezpieczeniowych, touroperatorów, funduszy inwestycyjnych czy banków. Nasza impreza jest dla nich okazją do dobrej promocji i realizacji działań z zakresu CSR, czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. W każdym razie zapraszam w pierwszy weekend sierpnia na kolejne Mazury AirShow.

Wywiad ukazał się na stronie polskatimes.pl oraz w wydaniu papierowym w dniu 8.07.2019r.








strona główna dla pilota kalendarz imprez biuro prasowe kontakt